sobota, 14 grudnia 2013

3. Dedykacja

Uwaga! Opowiadanie pisane na żarty, tylko i wyłącznie dla beki. Chyba jedynie mnie to bawi, no ale... xD 
Powstało z okazji planowania wyjazdu na Mistrzostwa Europy U-19. Ostatecznie na Litwę pojechał tylko Bellerin.

Gerard 


Hector


Ja




- Trzeba było wyższą urosnąć!
No tak, cały on. Zamiast mi pomóc, to się śmieje. To ja się poświęcam, taszczę dla niego torbę pełną piwska, przeciskam się oknem, a pan Przyszła Gwiazda nie zamierza wyciągnąć do mnie ręki.
- Nie możesz mnie wpuścić drzwiami?
- Gdybym mógł to bym to zrobił – stwierdził z powagą, a chwilę potem na jego twarzy zagościł cwany uśmieszek. – Chociaż jakby się tak zastanowić… Ładnie wyglądasz wisząc tak w oknie.
Zignorowałam jego uwagę i jeszcze bardziej postarałam się zwalczyć przeszkodę, jaką jest wysoko zamieszczone okno. Powoli, powoli i udało się wdrapać tam jedną nogą, z drugą już był mniejszy problem. Poprawiłam torbę wiszącą na swoim ramieniu i popatrzyłam wyczekująco na głównego sprawcę zamieszania.
- Zdolną mam dziewczynę – powiedział dumnie, po czym zbliżył się, chcąc skraść mi całusa.
Odsunęłam się.
- Po pierwsze, dziewczynę masz w Barcelonie. Po drugie, nie zasłużyłeś.
Teatralnie posmutniał i bez słowa zaprowadził mnie do swojego pokoju. Skrzętnie zamknął drzwi na klucz, mrucząc coś pod nosem. Wciąż udawałam obrażoną, więc nawet nie wysilałam się, żeby zrozumieć jego pokaleczony angielski. Udawałam wielce zaciekawioną jego pokojem, który szczerze mówiąc ani trochę nie był ciekawy. Śmiem twierdzić, że mógł robić za skansen radzieckiego wnętrza… Tylko portretu Stalina brakowało. W końcu opadłam na łóżko, a Gerard zajął miejsce obok mnie.
- Wedle zamówienia – podałam mu torbę.
- Dzięki, ale to może zaczekać – odstawił ją na skraj łóżka i przybliżył się do mnie. Skrupulatnie próbowałam zwiększać dystans, ale z postawy siedzącej, przez półsiedząco, zostałam zmuszona do przyjęcia postawy leżącej. Tak, leżącej. Z leżącym na mnie Katalończykiem. I rękoma przytrzymani nad głową.
- Chyba powinnam zacząć krzyczeć.
- Krzycz. Ochrona bardzo chętnie cię stąd wyprowadzi.
Zrobiłam naburmuszoną minę, co jeszcze bardziej go rozbawiło. Byłam tutaj całkowicie nielegalnie. I ja mogłam mieć problemy, i on… Leżeliśmy w tej pozycji jeszcze kilka minut. Nigdy nie byłam dobra we wpatrywaniu się w oczy innych. Zawsze mnie to peszyło. Tym razem było podobnie – przegrałam. Ba! Mało tego, że przegrałam, wydusiłam z siebie przepraszające „nie gniewam się już”. Uśmiechnął się tylko triumfalnie i wpił się w moje usta.
* * *
- W puszkach?! – oburzył się święcie.
Uniosłam jedną brew ku górze i skrzyżowałam ramiona.
- W szklanych butelkach to cholerstwo byłoby jeszcze cięższe. Sorry, kotek, wybrałeś sobie niewłaściwą osobę.
- Bardzo właściwą – uśmiechnął się szeroko i wrócił do przenoszenia piwa z torby do szafki nocnej. Zastygł w jednej pozie na dźwięk pukania do drzwi. Mnie też co nieco zmroziło, ale grzecznie czekałam na dalszy rozwój wypadków. Przecież drzwi są zamknięte. Zdążę się schować do łazienki. Czy coś. Moje średnio rozgarnięte przemyślenia przerwało pytanie rzucone w języku hiszpańskim. Nic nie zrozumiałam, ale Deulo zdecydowanie się rozluźnił, gdy usłyszał odpowiedź zza drzwi.  Podszedł do nich i przekręcił klucz, a do pokoju jak burza wpadł wysoki brunet z dziwną fryzurą.
Na kilku krokach w ekspresowym tempie się skończyło. Strzelał wzrokiem to na mnie, to na alkohol, to na właściciela pokoju. Po paru uwagach szybko wymienianych w języku hiszpańskim i po moim żądaniu, chłopcy wreszcie przerzucili się na angielski.
- Nic się tobą nie pochwalił – odezwał się do mnie i usiadł naprzeciwko. – Niewdzięczny. Na twoim miejscu już dawno znalazłbym sobie kogoś innego.
- Niby ciebie? – zaśmiał się skrzydłowy młodzieżowej reprezentacji.  Poczułam jego dłoń na swojej talii. Przyciągnął mnie dosyć znacznie do siebie, jakby chciał pokazać, że to do niego należę.
* * *
Bellerin nie miał najmniejszego zamiaru opuścić pokoju. Swojego pokoju, co stale podkreślał. I pokoju, w którym było piwo… Suszyło go ponoć cały dzień. W sumie to jestem skłonna mu uwierzyć. Spragniony nawet tą litewską lurę wypije w trymiga. Tak zrobił.
Wciąż nie mogliśmy się zdecydować, w jaki sposób spędzić to popołudnie. Mieliśmy zagrać w pokera, ale jakoś żadnemu nie chciało się ruszyć tyłka i obejść pokoje chłopaków z pytaniem „Macie może karty…?”. Za ciężko.
- Może film? – zaproponowałam w końcu. Ile mam pozwalać bawić się moją dłonią?!
-  Niegłupie. Tylko w jakim języku? – Hector odessał się od swojej puszki. – To beztalencie nie zrozumie słowa z amerykańskiego filmu.
Poleciała pierwsza poduszka.
- Hiszpański z polskimi napisami?
- Znajdziesz taki?
Skinęłam głową. Przecież już nieraz w domu tak oglądałam. Należę do osób, które uważają lektora za zuooooo. Niestety lista filmów w takiej formie była krótka i nie zachwyciła chłopców. Oczy im się zaświeciły dopiero przy Pamiętniku Nimfomanki .
- Z wami tego oglądać nie będę – skrzywiłam się po raz wtóry tego dnia.
Hiszpanie zaczęli się przekrzykiwać i rywalizować o tytuł najgłupszej uwagi. Na szczęście wibrujący telefon wybawił mnie od tej bezsensownej sprzeczki.  Widząc imię koleżanki na wyświetlaczu, spokojnie zaczęłam w swoim ojczystym języku, kompletnie nie przejmując się dwójką dzieciaków.
- Nie wiem kiedy wrócę. Pewnie niedługo, bo chłopcy koniecznie chcą  świerszczyka włączyć – zajrzałam na obecny stan pulpitu w laptopie i chcąc nie chcąc musiałam go głośno skomentować. – Boże, to jest obrzydliwe. Przecież plastik wylewa jej się z cycków! Macie spaczony gust!!!
- Ja tam nie wybrzydzam. Przynajmniej ma cycki.
Poleciała druga poduszka.
- Chłopcy czyli kto? – usłyszałam w telefonie.
- Gerard i Hector – nie wiedząc czemu akurat tym przykułam ich uwagę. Zamknęli swoje japy i słuchali co tłumaczę dla nich na angielski. – Koleżanka cię pozdrawia – jak mocno musiał mieć w czubie Bellerin, że zaczął machać do telefonu? – i prosi o twój autograf…
Skinął głową i od razu się zabrał za poszukiwanie kartki i czegoś do pisania.
- … i zdjęcie chce. Rozbierane.
Odsunęłam komórkę od ucha, żeby nie ogłuchnąć. Krzyki, piski, protesty, groźby, wyzwiska… U, leciało wszystko naraz.
- Dobra, jednak nie chce twojego zdjęcia nago. Nagle strasznie cnotliwa się zrobiła – wzruszyłam ramionami.
- A mojego nie chce? – wtrącił się Deulo.
- Rozbieranego zdjęcia?! Wiem, kotek, że lubisz sobie robić takie fotki w lustrze, ale nie dzisiaj – rzuciłam kąśliwie. – Ciebie ma już dosyć – pogłaskałam blondyna po policzku i krótko pocałowałam w ramach pocieszenia.
- Proszę – Hector wręczył mi kartkę ze swoim… podpisem.
- Przepraszam bardzo, ale w którym miejscu jest tutaj „Hector Bellerin”? Bardziej nabazgrać się nie dało?!
- Przecież tu jest „Hector” – pokazał na wyraz, który moim zdaniem miał trzy litery. – a tu „Bellerin”.
Obdarzyłam go kpiącym spojrzeniem i wręczyłam czystą kartkę.

- Jeszcze raz. Z dedykacją. Dla Natalii. 

3 komentarze:

  1. Omg, to to, którego kawałek czytałam ahsgj!
    Tak fajnie poprawia baaardzo zepsuty humor. ;)
    I mogłoby nie być pisane na żarty, a pisane na serio i to na kilka odcinków, o!
    Tak bardzo nienawidzę (i kocham jednocześnie) takich jednopartów.
    Kurczę brakuję mi jakiegoś opowiadania Twojego autorstwa (hehehe) ;D
    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za poprawę humoru.

    OdpowiedzUsuń
  2. Beka była, w każdym bądź razie, pierwszorzędna, szczególnie przy tym "...i zdjęcie. Rozbierane". I motyw z wchodzeniem przez okno. Miazga hehe. Stanowczo muszę przestać pić cokolwiek podczas czytania, bo potem muszę wycierać monitor:P.
    Hector? Fajne imię fajnego pana:) I oczywywiście Deulo:DDD
    Podziwiam, że masz tyle pomysłów na historie z nim w roli głównej. I uwielbiam, kiedy robisz z niego takiego troszkę nieporadnego, ale przyciągającego jak magnez.
    Jednak w kwestii świerszczyków powinnaś być bardziej stanowcza, bo nam się jeszcze chłopcy zdemoralizują:) Życzę weny, weny i jeszcze raz weny, żeby powstało z niej całe morze jednopartów. Albo, jak xxxbarcaxxx, dołączam się do prośby o całe dzieło Twojego autorstwa:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio napisałam komentarz i mi się coś usunęło... więc potem dałam sobie spokój, ale próbuję raz jeszcze i jak się uda, i to przeczytasz to.. no przeczytasz :D
    Więc tak, podobało mi się. Kolejny raz z resztą. Wow, nowość, nie? :D
    Teoretycznie pisane dla beki, ale wyszło Ci naprawdę fajnie. Serio. Szczególnie ta rozmowa przez telefon i fragment z rozbieranymi zdjęciami. Dołączę się też do zdania wyrażonego przez Dolenkę, że lubię sposób w jaki kreujesz Deulo :)
    No i to, że tęsknię za twoim dłuższym opkiem to też wiesz. Chyba każdy tęskni, no!
    Więc jak znajdziesz chęci, siłę i czas, to wracaj na dłuższą metę, co?
    I pisz dalej bo uwielbiam twoje teksty :*
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Na komentarze typu "Fajna notka. Zapraszam do mnie" będę odpowiadać tym samym...